wtorek, 12 czerwca 2018

Rozdział 1.

Początkowo chciał podbiec do nieprzytomnego brata, lecz przypomniał sobie o zakazie Merty, która swoją drogą nawet nie spoglądając na przybysza, smarowała czoło Floriana jakąś dziwną, fioletową breją, o konsystencji podobnej do konfitury. Amit podszedł więc do matki i bez słowa przyciągnął ją do uścisku. 

– Mój biedny synek, Merta mówi, że nie ma dla niego szans... – jedynie tyle zdążyła wyszeptać, zanim na nowo zaczęła płakać. Mały Neal przytulił się do nóg starszego brata i sam począł łkać swym dziecięcym głosikiem. Księżniczki również przyłączyły się do uścisku.

– Zawsze jest jakaś nadzieja, nie martwcie się. – Amit mruknął nieprzekonująco, mimo iż za wszelką cenę chciał brzmieć na pewnego swoich słów. Odsunął się powoli od rodziny i spojrzał na kobietę w podeszłym wieku odmawiającą jakieś zaklęcia nad ciałem księcia.  

– Merto, co dokładnie mu jest? Chcę wiedzieć wszystko. 

W końcu czarownica oderwała wzrok od ledwo podnoszącej się klatki piersiowej Floriana i spojrzała prosto w zielone oczy króla. Czuła frustrację wymieszaną ze wstydem, bo przecież znana była z tego, że potrafi uleczyć każdą ranę i wyciągnąć z każdej choroby,a tu pojawił się problem. Ukryła swoje prawdziwe emocje pod kamienną maską obojętności i przemówiła:

– Królu, podejrzewam, iż żołnierze wracający z bitwy przywieźli ze sobą jakieś wstrętne choróbsko. Barbarzyńcy być może są na nie odporni, ale podczas walki rozprzestrzeniło się i zebrało żniwo śmierci wśród naszych. Wiele walczących wtedy ludzi zmarło, ale myślałam, iż to na skutek ran lub trucizny podanej przez tych nikczemników – niemal splunęła w pogardzie na wzmiance o wrogach. – Teraz, mając bliższy kontakt z zakażonym, mogę śmiało powiedzieć, że to właśnie na tę tajemniczą chorobę umarli. 

 Momentalnie Amit i królowa pobledli. Zaraza? Jeśli choroba obejmie także ich, kraj całkowicie upadnie. Musieli jak najprędzej znaleźć lekarstwo bądź chociaż zapobiec rozprzestrzenianiu się jej.

– I nie znasz żadnego sposobu na uleczenie? – Amit musiał się upewnić. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jego brat ich zostawi. Był w stanie zapłacić każdą cenę, zadłużyć się i oddać wszystko co posiada, byleby chłopiec przeżył.

– Obawiam się panie, że niewiele mogę zdziałać. Objawy nie przypominają żadnej znanej mi choroby. Na ciele księcia pojawiają się tajemnicze sine plamy, a aktualnie leży nieprzytomny po ataku krwawego kaszlu. Ponadto, książę Florian nie jest zbyt odporny i zatrucie, choróbsko czy cokolwiek to jest, w zastraszającym tempie sieje spustoszenie w jego ciele. – Odwróciła wzrok od rozmówcy i westchnęła, patrząc na Floriana, potem na królową matkę, aż w końcu spojrzała z powrotem na twarz króla – Nie znając naturalnego lekarstwa, pozostaje już tylko magia, lecz tego też próbowałam, przykro mi.

Gdy w pomieszczeniu gasnął już ostatni promyk nadziei, Amita olśniło.

– A Magia Królewska*? Jest o wiele potężniejsza, na pewno go uleczy! – Uśmiechnął się szeroko, a jego oczy zaświeciły się od nagłej zmiany emocji. Matka za to spojrzała na niego przerażona.

– Z całym szacunkiem wasza wysokość, ale nie wyrażam na to zgody. W naszym kraju dawno już nikt się tym nie posługuje, w rodzinach królewskich przestali rodzić się magowie. – Prawda, przez niewłaściwą pielęgnację linii rodu już od  przeszło wieku w żadnej pobliskiej rodzinie arystokratów nie pojawił się  tak potężny mag. Za granicą także niewiele było takich osób, ale szacując, znalazłoby się z dziesięć znanych czarodziei o błękitnej krwi z w pełni rozwiniętymi umiejętnościami.

– Moja droga, a co jeśli będę szukać poza granicami Kerenii? – powiedział to tak lekko, jakby wyprawa do innych państw w poszukiwaniu potężnego maga była dla niego codziennością, a z pewnością nie była.

Wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu spojrzeli na króla jak na wariata, nawet Bev nie był pewny czy dobrze usłyszał.

– Synu, chyba nie mówisz poważnie? Polują na ciebie! Wódz tych barbarzyńców wyznaczył już nawet cenę za twoją głowę! Jeśli wyjedziesz z kraju, na pewno cię dopadną. Znajdziemy inny sposób. – Królowa złapała Amita za ramiona i nawiązała z nim dłuższy kontakt wzrokowy – Straciłam twego ojca, tracę właśnie Floriana i nie zniosłabym, gdybym i ciebie miała stracić. – Król rozumiał obawy swojej matki, lecz nie potrafiłby oddać swego ukochanego brata w szpony śmierci. Catalina zabrała dłonie i podeszła do oddalonego jeszcze bardziej od łoża okna.

W komnacie nastąpiła grobowa cisza. Amit, nie będąc na tyle odważnym, by sprzeciwić się matce, nie odezwał się. Ona także bojąc się reakcji syna, wolała wyłączyć się z rozmowy. Merta była zajęta Florkiem i starała się dłużej nie mieszać w sprawy rodzinne jego wysokości. Jakim ogromnym zdziwieniem było więc usłyszenie po dłuższej chwili głosu Elizabeth, młodszej o jedynie dwa lata od króla księżniczki. Stojąc jak zawsze sztywno, uśmiechnęła się pokrzepiająco do brata i przemówiła do niego, lecz tak, by wszyscy zgromadzeni zwrócili na nią uwagę. To cecha wyuczona u niej już za młodu.

  – Znam cię i wiem, iż sobie nie odpuścisz. Wiedz, że masz moje poparcie, nieważne, jakiego ryzyka się podejmiesz. Pokładam w tobie nadzieję, bracie. Tak więc jedź, skoro pragniesz, lub zostań jeśli zechcesz. Ja będę starała się ciebie wesprzeć jak tylko będę mogła. Szczególnie gdy mówimy o sprawie życia i śmierci naszego brata i całego kraju. – Jej głos był spokojny a język zbyt formalny jak na rozmowę między członkami rodziny, lecz nie można jej było za to winić. Tak właśnie radziła sobie z nadmiarem emocji. Starała się zakryć nieznośne wypieki na policzkach przez włosy, ale ostatecznie wszyscy byli w zbyt wielkim szoku, by zwrócić na ten gest swoją uwagę.

  Catalina spojrzała karcąco na córkę, ale Amit był z niej dumny. Dotychczas posłuszna matce nie odzywała się bez jej zgody, zaś teraz pokazała, że nie byłą tylko jej marionetką. Szkoda, że Clara wciąż jest pod jej wpływem. Przeszło mu przez myśl. To nie tak, że nie kochał swojej matki, wręcz przeciwnie. Lecz kobieta ta zachowywała się wręcz despotycznie i chciała mieć swoje dzieci pod kontrolą. Wywierała niezwykłe wrażenie na rozmówcach i rozsiewała aurę władzy. Właśnie tak dostała tron, manipulując królem. Sprawiła, że nie widział żadnych innych kandydatek na żonę niż ona. A teraz patrząc, jak jej własne dzieci się jej sprzeciwiają, poczuła się bezbronna i poruszona.

– Claro, zabierz proszę Neala i idźcie się pobawić w ogrodzie – Szybko odzyskała rezon i zaczęła wszystkimi kierować – Merto, dziękuję, że się nim zajmujesz. Informuj mnie o jego stanie zdrowia na bieżąco – westchnęła, patrząc na chorego syna. Dalej nie dochodziło do niej, że może już się nie obudzić. Mimo iż nie chciała puścić Amita, to próba negocjacji z jakimś potężnym magiem wydawała się jej kusząca.

– Będę, jaśnie pani – Czarownica zawiesiła wzrok na kwiecistym wzorze u dołu swej purpurowej sukni, byleby nie patrzeć na surową twarz królowej. Merta również była przeciwna używania Królewskiej Magii, ale nie miała nic do gadania w sprawach rodziny królewskiej. Właśnie dlatego ją zatrudnili – nie wtrącała się. Doradzała, ale się nie sprzeciwiała. W tym wypadku, gdy ewidentnie władca chciał ją zastąpić na nowego i silniejszego od niej maga nie mogła już być taka pewna swojej pozycji w państwie,co zasiało ziarnko lęku w jej sercu. Udało jej się na szczęście użyć zaklęcia ochronnego jako swego rodzaju osłony przeciw rozprzestrzenianiu się choroby, dzięki czemu nie musiała się martwić o zarażenie siebie lub króla, ale to nie wystarczyło, by zachować jej posadę.

– Amicie, Elizabeth, czy moglibyśmy porozmawiać? – zapytała Catalina, lecz po chwili namysłu dodała:

 – Na osobności? Nie mogę myśleć trzeźwo, patrząc na moje chore dziecko. – Pojedyncza łza skapnęła na posadzkę. Ludzie mogli myśleć co chcieli, ale dzieci były dla niej najważniejsze. Gdy wszyscy w nią wątpili, to właśnie one dalej widziały w niej autorytet i kochały ją ponad wszystko. Gdy królowa nie potrafiła sobie z czymś poradzić, ukrywała swe emocje i stawała się oziębła oraz oficjalna nawet dla rodziny, czego później żałowała. Tak było i tym razem. Rodzeństwo spojrzało na siebie porozumiewawczo i zgodziło się. Wiedzieli, że królowej w takim stanie naprawdę nie warto się sprzeciwiać. 

*Magia Królewska to odrębny rodzaj magii, którym posługują się tylko ludzie należący do rodziny królewskiej/szlacheckiej. Wywodzi się to z tego, że wiele wieków wcześniej najsilniejsi magowie władali królestwami, ponieważ wszyscy byli przerażeni ich umiejętnościami. Z czasem magowie zaczęli zakładać rodziny ze zwykłymi śmiertelnikami, dlatego Magia Królewska jest tak rzadka. (W rodzinie Amita nie ma żadnego maga o takiej sile).

• Dalej to czytasz? Szacun dla Ciebie. Jeśli nie masz zamiaru przestawać, zapraszam do dalszych części •

•Nastka•

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz