Początkowo chciał
podbiec do nieprzytomnego brata, lecz przypomniał sobie o zakazie Merty,
która swoją drogą nawet nie spoglądając na przybysza, smarowała czoło
Floriana jakąś dziwną, fioletową breją, o konsystencji podobnej do
konfitury. Amit podszedł więc do matki i bez słowa przyciągnął ją do
uścisku.
– Mój biedny synek,
Merta mówi, że nie ma dla niego szans... – jedynie tyle zdążyła
wyszeptać, zanim na nowo zaczęła płakać. Mały Neal przytulił się do nóg
starszego brata i sam począł łkać swym dziecięcym głosikiem. Księżniczki
również przyłączyły się do uścisku.
– Zawsze jest jakaś
nadzieja, nie martwcie się. – Amit mruknął nieprzekonująco, mimo iż za
wszelką cenę chciał brzmieć na pewnego swoich słów. Odsunął się powoli
od rodziny i spojrzał na kobietę w podeszłym wieku odmawiającą jakieś
zaklęcia nad ciałem księcia.
– Merto, co dokładnie mu jest? Chcę wiedzieć wszystko.
W końcu czarownica
oderwała wzrok od ledwo podnoszącej się klatki piersiowej Floriana i
spojrzała prosto w zielone oczy króla. Czuła frustrację wymieszaną ze
wstydem, bo przecież znana była z tego, że potrafi uleczyć każdą ranę i
wyciągnąć z każdej choroby,a tu pojawił się problem. Ukryła swoje
prawdziwe emocje pod kamienną maską obojętności i przemówiła:
– Królu, podejrzewam, iż
żołnierze wracający z bitwy przywieźli ze sobą jakieś wstrętne
choróbsko. Barbarzyńcy być może są na nie odporni, ale podczas walki
rozprzestrzeniło się i zebrało żniwo śmierci wśród naszych. Wiele
walczących wtedy ludzi zmarło, ale myślałam, iż to na skutek ran lub
trucizny podanej przez tych nikczemników – niemal splunęła w pogardzie
na wzmiance o wrogach. – Teraz, mając bliższy kontakt z zakażonym, mogę
śmiało powiedzieć, że to właśnie na tę tajemniczą chorobę umarli.
Momentalnie Amit i
królowa pobledli. Zaraza? Jeśli choroba obejmie także ich, kraj
całkowicie upadnie. Musieli jak najprędzej znaleźć lekarstwo bądź
chociaż zapobiec rozprzestrzenianiu się jej.
– I nie znasz żadnego
sposobu na uleczenie? – Amit musiał się upewnić. Nie mógł dopuścić do
siebie myśli, że jego brat ich zostawi. Był w stanie zapłacić każdą
cenę, zadłużyć się i oddać wszystko co posiada, byleby chłopiec przeżył.
– Obawiam się panie, że
niewiele mogę zdziałać. Objawy nie przypominają żadnej znanej mi
choroby. Na ciele księcia pojawiają się tajemnicze sine plamy, a
aktualnie leży nieprzytomny po ataku krwawego kaszlu. Ponadto, książę
Florian nie jest zbyt odporny i zatrucie, choróbsko czy cokolwiek to
jest, w zastraszającym tempie sieje spustoszenie w jego ciele. –
Odwróciła wzrok od rozmówcy i westchnęła, patrząc na Floriana, potem na
królową matkę, aż w końcu spojrzała z powrotem na twarz króla – Nie
znając naturalnego lekarstwa, pozostaje już tylko magia, lecz tego też
próbowałam, przykro mi.
Gdy w pomieszczeniu gasnął już ostatni promyk nadziei, Amita olśniło.
– A Magia Królewska*?
Jest o wiele potężniejsza, na pewno go uleczy! – Uśmiechnął się szeroko,
a jego oczy zaświeciły się od nagłej zmiany emocji. Matka za to
spojrzała na niego przerażona.
– Z całym szacunkiem
wasza wysokość, ale nie wyrażam na to zgody. W naszym kraju dawno już
nikt się tym nie posługuje, w rodzinach królewskich przestali rodzić się
magowie. – Prawda, przez niewłaściwą pielęgnację linii rodu już od
przeszło wieku w żadnej pobliskiej rodzinie arystokratów nie pojawił
się tak potężny mag. Za granicą także niewiele było takich osób, ale
szacując, znalazłoby się z dziesięć znanych czarodziei o błękitnej krwi
z w pełni rozwiniętymi umiejętnościami.
– Moja droga, a co
jeśli będę szukać poza granicami Kerenii? – powiedział to tak lekko,
jakby wyprawa do innych państw w poszukiwaniu potężnego maga była dla
niego codziennością, a z pewnością nie była.
Wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu spojrzeli na króla jak na wariata, nawet Bev nie był pewny czy dobrze usłyszał.
– Synu, chyba nie
mówisz poważnie? Polują na ciebie! Wódz tych barbarzyńców wyznaczył już
nawet cenę za twoją głowę! Jeśli wyjedziesz z kraju, na pewno cię
dopadną. Znajdziemy inny sposób. – Królowa złapała Amita za ramiona i
nawiązała z nim dłuższy kontakt wzrokowy – Straciłam twego ojca, tracę
właśnie Floriana i nie zniosłabym, gdybym i ciebie miała stracić. – Król
rozumiał obawy swojej matki, lecz nie potrafiłby oddać swego ukochanego
brata w szpony śmierci. Catalina zabrała dłonie i podeszła do
oddalonego jeszcze bardziej od łoża okna.
W komnacie nastąpiła
grobowa cisza. Amit, nie będąc na tyle odważnym, by sprzeciwić się
matce, nie odezwał się. Ona także bojąc się reakcji syna, wolała
wyłączyć się z rozmowy. Merta była zajęta Florkiem i starała się dłużej
nie mieszać w sprawy rodzinne jego wysokości. Jakim ogromnym zdziwieniem
było więc usłyszenie po dłuższej chwili głosu Elizabeth, młodszej o
jedynie dwa lata od króla księżniczki. Stojąc jak zawsze sztywno,
uśmiechnęła się pokrzepiająco do brata i przemówiła do niego, lecz tak,
by wszyscy zgromadzeni zwrócili na nią uwagę. To cecha wyuczona u niej
już za młodu.
– Znam cię i wiem, iż
sobie nie odpuścisz. Wiedz, że masz moje poparcie, nieważne, jakiego
ryzyka się podejmiesz. Pokładam w tobie nadzieję, bracie. Tak więc jedź,
skoro pragniesz, lub zostań jeśli zechcesz. Ja będę starała się ciebie
wesprzeć jak tylko będę mogła. Szczególnie gdy mówimy o sprawie życia i
śmierci naszego brata i całego kraju. – Jej głos był spokojny a język
zbyt formalny jak na rozmowę między członkami rodziny, lecz nie można
jej było za to winić. Tak właśnie radziła sobie z nadmiarem emocji.
Starała się zakryć nieznośne wypieki na policzkach przez włosy, ale
ostatecznie wszyscy byli w zbyt wielkim szoku, by zwrócić na ten gest
swoją uwagę.
Catalina spojrzała karcąco na córkę, ale Amit był z niej dumny. Dotychczas posłuszna matce nie odzywała się bez jej zgody, zaś teraz pokazała, że nie byłą tylko jej marionetką. Szkoda, że Clara wciąż jest pod jej wpływem.
Przeszło mu przez myśl. To nie tak, że nie kochał swojej matki, wręcz
przeciwnie. Lecz kobieta ta zachowywała się wręcz despotycznie i
chciała mieć swoje dzieci pod kontrolą. Wywierała niezwykłe wrażenie na
rozmówcach i rozsiewała aurę władzy. Właśnie tak dostała tron,
manipulując królem. Sprawiła, że nie widział żadnych innych kandydatek
na żonę niż ona. A teraz patrząc, jak jej własne dzieci się jej
sprzeciwiają, poczuła się bezbronna i poruszona.
– Claro, zabierz proszę
Neala i idźcie się pobawić w ogrodzie – Szybko odzyskała rezon i
zaczęła wszystkimi kierować – Merto, dziękuję, że się nim zajmujesz.
Informuj mnie o jego stanie zdrowia na bieżąco – westchnęła, patrząc na
chorego syna. Dalej nie dochodziło do niej, że może już się nie
obudzić. Mimo iż nie chciała puścić Amita, to próba negocjacji z jakimś
potężnym magiem wydawała się jej kusząca.
– Będę, jaśnie pani –
Czarownica zawiesiła wzrok na kwiecistym wzorze u dołu swej purpurowej
sukni, byleby nie patrzeć na surową twarz królowej. Merta również była
przeciwna używania Królewskiej Magii, ale nie miała nic do gadania w
sprawach rodziny królewskiej. Właśnie dlatego ją zatrudnili – nie
wtrącała się. Doradzała, ale się nie sprzeciwiała. W tym wypadku, gdy
ewidentnie władca chciał ją zastąpić na nowego i silniejszego od niej
maga nie mogła już być taka pewna swojej pozycji w państwie,co zasiało
ziarnko lęku w jej sercu. Udało jej się na szczęście użyć zaklęcia
ochronnego jako swego rodzaju osłony przeciw rozprzestrzenianiu się
choroby, dzięki czemu nie musiała się martwić o zarażenie siebie lub
króla, ale to nie wystarczyło, by zachować jej posadę.
– Amicie, Elizabeth, czy moglibyśmy porozmawiać? – zapytała Catalina, lecz po chwili namysłu dodała:
– Na osobności? Nie
mogę myśleć trzeźwo, patrząc na moje chore dziecko. – Pojedyncza łza
skapnęła na posadzkę. Ludzie mogli myśleć co chcieli, ale dzieci były
dla niej najważniejsze. Gdy wszyscy w nią wątpili, to właśnie one dalej
widziały w niej autorytet i kochały ją ponad wszystko. Gdy królowa nie
potrafiła sobie z czymś poradzić, ukrywała swe emocje i stawała się
oziębła oraz oficjalna nawet dla rodziny, czego później żałowała. Tak
było i tym razem. Rodzeństwo spojrzało na siebie porozumiewawczo i
zgodziło się. Wiedzieli, że królowej w takim stanie naprawdę nie warto
się sprzeciwiać.
• Dalej to czytasz? Szacun dla Ciebie. Jeśli nie masz zamiaru przestawać, zapraszam do dalszych części •
•Nastka•
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz