niedziela, 24 czerwca 2018

Rozdział 2

  – Co wy sobie myślicie?! Od tak wyruszysz za granicę, objeżdżając arystokrację i pytając, czy mają maga w rodzinie?! – Cała trójka siedziała w salonie królowej. Catalina w wielkim, obitym butelkowozielonym aksamitem fotelu, a jej dzieci w pasującej sofie naprzeciwko. Głęboka, ciemna barwa przypominająca igliwie sosny, której była suknia kobiety, dodawała królowej trochę mroku, jakby nastrój sytuacji jej nie wystarczył.
– Mamo, ja wiem, że to niebezpieczne, ale nie mogę pozwolić, by choroba się rozprzestrzeniła. Poza tym możemy posłać listy z prośbą do całej tej śmietanki towarzyskiej, nie koniecznie muszę się tam wybierać – Amit starał się uspokoić matkę, tym bardziej że rozmawiając bez obecności służby otwierała się dla rodziny i czuł, iż uda mu się ją przekonać.
Elizabeth przytaknęła, a wtedy w sercu królowej zrodziła się nadzieja, którą – niestety – szybko przyćmiły realia i obawy związane z tym pomysłem.
– Co, jeżeli ktoś wrogi przechwyci wiadomości? Dowiedzą się, że w państwie panuje niezidentyfikowana choroba! Mogą to przecież wykorzystać. Tracimy żołnierzy! To nie jest zabawa, a sprawa wagi państwowej, moje dzieci. – Kobieta ewidentnie spanikowała. Zaraz po zemdleniu Floriana Wielka Merta wyznała Catalinie, że może uchronić jej rodzinę przed zachorowaniem, więc o zdrowie swoje i reszty potomków się nie martwiła. Tu chodzi o jej synka, o jej poddanych, o jej naród. Naprawdę przerażała ją wizja upadku państwa. Tyle lat sprawowała nad nim pieczę, a teraz jej podwładnym groziło śmiertelne niebezpieczeństwo.
  – Nie dramatyzuj! Takie rzeczy zdarzają się wyjątkowo rzadko, a innego wyjścia nie mamy. Gorzej już i tak być nie może! – Amit przewrócił oczyma. Zaczął się niecierpliwić. Na swój sposób kochał matkę, ale wydawała mu się bardzo irytującą kobietą, szczególnie gdy coś szło nie po jej myśli.
Catalina spiorunowała go wzrokiem, ale syn niezbyt się tym przejął. Zamiast tego, kompletnie ignorując już otwierającą usta królową, kontynuował:
  – Albo roześlemy listy, albo sam pojadę. Co wybierasz? – Amit wyprostował się, chcąc upewnić samego siebie o posiadanej kontroli. To dziwne, że władza tak bardzo nim zawładnęła. Z reguły to on musiał słuchać rozkazów Cataliny, ale tym razem nie miała już na niego tak dużego wpływu. To ja decyduję.
Jedynymi osobami, z których zdaniem musiał się liczyć byli ministrowie, ale oni zgodzą się na wszystko, byleby podlizać się władcy. Amit doskonale o tym wiedział, więc nie przejmował się zbytnio prawdopodobieństwem odrzucenia jego planu. Stare pierdle, które zagrzewają miejsce w pałacu, bo niby zasłużyli się państwu. Tak naprawdę, z całej dwudziestki było tylko siedmiu, rzeczywiście posiadających jakiekolwiek godne podziwu zasługi dla Kerenii.
 – Czy ty dalej nie rozumiesz?! Jaki poważny monarcha pomoże innemu władcy bez zapłaty? Rozpowszechniając wiadomość o zarazie, narażamy nas na atak, albo odwrotnie, całkowitą ignorancję ze względu na zagrożenie. A poza tym, żaden znany mi członek rodziny królewskiej nie ma ważnych osiągnięć w dziedzinie czarów. Możemy zdać się na zwykłych magów, ale musisz zapomnieć o Magii Królewskiej, bo to niemożliwe. Przykro mi. – Catalina nieoczekiwanie zaczęła płakać, a Elizabeth, by ją pocieszyć, ominąwszy dzielący je stolik, przytuliła swą matkę i sama również uroniła parę słonych kropel. Mężczyźnie wydawało się, że już dawno wypłakały cały zapas przypisanych im dzisiejszego dnia łez, ale jak zwykle, zadziwiły go.
Amit nie spodziewał się takiego wybuchu. Wiedział, że może trochę przesadził, ale nie na tyle, by matka tak zareagowała! Może to wydawać się mało empatyczne, ale on nie zamierzał pocieszać płaczących kobiet. Wstał, spojrzał na nie i sam również odczuł smutek. Zdawał sobie sprawę z racji królowej, lecz nie potrafił przyjąć tego do serca. Nie pokładał już nadziei w Wielkiej Mercie ani w żadnym innym obdarowanym tak przeciętną mocą człowieku. Opanowała go panika i frustracja. W tej chwili stać go było jedynie na podejście do dalej szlochających niewiast i delikatne objęcie ich ramionami. Jego złote, przydługawe włosy opadały mu na czoło, a oczy miał zamknięte. Trwali w tej grobowej ciszy jeszcze chwilkę, aż Elizabeth wyprostowała się i odsunęła.
  – Wybaczcie, to nie na moje nerwy. Pójdę zobaczyć co z Clarą i Nealem, dobrze? – odezwała się drżącym głosem księżniczka. Obtarła jeszcze tylko policzki fioletowymi rękawami sukni i nie czekając na odpowiedź skierowała się do wyjścia. Cała drżała z emocji. Królowa jej nie zatrzymywała, mężczyzna również. Matka spojrzała jedynie na córkę i spróbowała się do niej uśmiechnąć, lecz w ostateczności złagodniał jej tylko wzrok, a usta jedynie drgnęły.
Ostatecznie drzwi zatrzasnęły się za królewską córką, a platynowe loki i lawendowy materiał zdobionej złotymi nićmi sukni to ostatnie co widzieli przed jej wyjściem. Po raz kolejny tego niespokojnego popołudnia zapadła krępująca cisza. Amit nie chcąc już zagęszczać atmosfery, usiadł, czekając aż kobieta zrobi to samo.
  – Rozumiem, że nie zamierzasz zmienić zdania? – Kobieta przełożyła nogę na nogę, mimo iż zawsze uważała to za zły nawyk, dodawało jej to pewności siebie.
  – Nie, mamo.
– Amit, jesteś pewny? – musiała usłyszeć to kolejny raz.
– Jeszcze dziś wezmę się za napisanie listów, a następnie każę rozesłać je do władców. Nie mogę odtrącić jedynej szansy na uratowanie mojego kraju tylko dlatego, że sam mogę na tym ucierpieć. - Blondyn zaczął rozglądać się po pomieszczeniu z przyzwyczajenia. Zieleń. To właśnie kolor opisujący jego matkę. Prawie cała jej szafa to wszystkie odmiany tego koloru, a nawet wnętrze jej komnat było tej właśnie barwy. Ciężkie, zielone zasłony, dębowa podłoga i mnóstwo roślin, to właśnie to, w czym gustowała królowa. Amit nie mógł się nadziwić, jak wielką obsesję na punkcie tego koloru miała jego matka.
  –Nie zatrzymuję cię już więcej, muszę odpocząć. – Catalina potarła dwoma palcami czoło, jakby wymagała od samej siebie wielkiego skupienia. Emocje trochę opadły i wróciła jej matczyna troska. W tym momencie nie zwracała już uwagi na wycofującego się powoli Amita, myślami próbowała przywołać obraz Floriana. Jak się czuje? Może się obudził? Co, jeśli nie zdąży się nawet z nim pożegnać? Wszystkie jej obawy wypłynęły niespodziewanie, zalewając kobiecy umysł falami niepokoju.
  – Amit, mam prośbę. – Kobieta spojrzała na syna.
  –Tak?
  – Mógłbyś... No wiesz... – przerwała w połowie zdania, by nie rozkleić się przed królem – Zajrzeć do niego? – mówiła to z niepewnością, całkowicie niepasującą do jej władczego oblicza, które może z przyzwyczajenia, może z własnych pobudek, pokazywała nawet bliskim.
– To właśnie zamierzałem zrobić, ale nie teraz, byliśmy tam przed chwilą. – widząc zatroskaną minę swojej matki, dodał:
– Nie martw się, Merta nad nim czuwa! Najpóźniej jutro rano wyślę listy, które do najbliższych odbiorców trafią w ciągu tygodnia, jak nie wcześniej.– spojrzał w szare, spuchnięte od płaczu oczy.
Królowa z całego serca pragnęła, by jej pierworodnemu się udało. Nigdy w życiu nie przyznałaby mu racji, jednak po cichu trzymała kciuki za niego.
  – Nie płacz, mamo.
– szepnął. Catalina uśmiechnęła się bardzo lekko i był to raczej grymas pełen przygnębienia niż nadziei. Amit potarł pokrzepiająco jej ramię, choć czuł, że sam także potrzebuje pocieszenia. Musiał być silny za ich szóstkę, nawet za Floriana. Musnął jej policzek na pożegnanie, bardziej z nawyku niż z potrzeby, ale był to bardzo czuły gest, jak na te wymieniane między nimi. Kobieta była wobec Amita szczególnie surowa, ale pojawiały się chwile, w których tej dwójce puszczały wszelkie hamulce i ich relacje wyglądały tak, jak powinny między dzieckiem a rodzicem.
 – Wiem, że mówię ci to wyjątkowo rzadko, ale chciałabym, byś to wiedział synku. – Zawiesiła ręce na jego szyi, powoli wstając. Poczuła niezwykle silną potrzebę zamknięcia go w ramionach. Może to dlatego, że czuła się samotna po śmierci męża, a syn tak bardzo jej go przypominał. A może dlatego, że poczuła się winna, iż tyle ma już lat, a momenty, gdy mu to wyznawała mogłaby policzyć na palcach swoich dłoni. Kto wie? Ona sama nie do końca była pewna, czemu zdecydowała się na to właśnie teraz, ale odparła załamującym się głosem:
 – Kocham cię, kocham was wszystkich. Ciebie, twoich braci i siostry. Może nie jestem najlepszą matką, ale darzę całą waszą piątkę miłością, nawet jeśli nie potrafię tego pokazać – Amitowi odebrało głos. Musiał schylić się troszkę, by również objąć matkę, więc stał tak ze zwieszoną głową, wtulony w kobietę. Szok. To było jak cios w plecy. Niespodziewany, szybki i zabierający dech w piersi.
–Też... Też cię kocham. –Jego głos troszkę zadrżał i poczuł zażenowanie. Niecodziennie wyznawał swojej rodzinie miłość. Nie był tego nauczony. Oderwali się od siebie zakłopotani, choć gdzieś tam, w głębi serca, szczęśliwi, że odważyli się przebić dzielący ich mur. 

wtorek, 12 czerwca 2018

Rozdział 1.

Początkowo chciał podbiec do nieprzytomnego brata, lecz przypomniał sobie o zakazie Merty, która swoją drogą nawet nie spoglądając na przybysza, smarowała czoło Floriana jakąś dziwną, fioletową breją, o konsystencji podobnej do konfitury. Amit podszedł więc do matki i bez słowa przyciągnął ją do uścisku. 

– Mój biedny synek, Merta mówi, że nie ma dla niego szans... – jedynie tyle zdążyła wyszeptać, zanim na nowo zaczęła płakać. Mały Neal przytulił się do nóg starszego brata i sam począł łkać swym dziecięcym głosikiem. Księżniczki również przyłączyły się do uścisku.

– Zawsze jest jakaś nadzieja, nie martwcie się. – Amit mruknął nieprzekonująco, mimo iż za wszelką cenę chciał brzmieć na pewnego swoich słów. Odsunął się powoli od rodziny i spojrzał na kobietę w podeszłym wieku odmawiającą jakieś zaklęcia nad ciałem księcia.  

– Merto, co dokładnie mu jest? Chcę wiedzieć wszystko. 

W końcu czarownica oderwała wzrok od ledwo podnoszącej się klatki piersiowej Floriana i spojrzała prosto w zielone oczy króla. Czuła frustrację wymieszaną ze wstydem, bo przecież znana była z tego, że potrafi uleczyć każdą ranę i wyciągnąć z każdej choroby,a tu pojawił się problem. Ukryła swoje prawdziwe emocje pod kamienną maską obojętności i przemówiła:

– Królu, podejrzewam, iż żołnierze wracający z bitwy przywieźli ze sobą jakieś wstrętne choróbsko. Barbarzyńcy być może są na nie odporni, ale podczas walki rozprzestrzeniło się i zebrało żniwo śmierci wśród naszych. Wiele walczących wtedy ludzi zmarło, ale myślałam, iż to na skutek ran lub trucizny podanej przez tych nikczemników – niemal splunęła w pogardzie na wzmiance o wrogach. – Teraz, mając bliższy kontakt z zakażonym, mogę śmiało powiedzieć, że to właśnie na tę tajemniczą chorobę umarli. 

 Momentalnie Amit i królowa pobledli. Zaraza? Jeśli choroba obejmie także ich, kraj całkowicie upadnie. Musieli jak najprędzej znaleźć lekarstwo bądź chociaż zapobiec rozprzestrzenianiu się jej.

– I nie znasz żadnego sposobu na uleczenie? – Amit musiał się upewnić. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jego brat ich zostawi. Był w stanie zapłacić każdą cenę, zadłużyć się i oddać wszystko co posiada, byleby chłopiec przeżył.

– Obawiam się panie, że niewiele mogę zdziałać. Objawy nie przypominają żadnej znanej mi choroby. Na ciele księcia pojawiają się tajemnicze sine plamy, a aktualnie leży nieprzytomny po ataku krwawego kaszlu. Ponadto, książę Florian nie jest zbyt odporny i zatrucie, choróbsko czy cokolwiek to jest, w zastraszającym tempie sieje spustoszenie w jego ciele. – Odwróciła wzrok od rozmówcy i westchnęła, patrząc na Floriana, potem na królową matkę, aż w końcu spojrzała z powrotem na twarz króla – Nie znając naturalnego lekarstwa, pozostaje już tylko magia, lecz tego też próbowałam, przykro mi.

Gdy w pomieszczeniu gasnął już ostatni promyk nadziei, Amita olśniło.

– A Magia Królewska*? Jest o wiele potężniejsza, na pewno go uleczy! – Uśmiechnął się szeroko, a jego oczy zaświeciły się od nagłej zmiany emocji. Matka za to spojrzała na niego przerażona.

– Z całym szacunkiem wasza wysokość, ale nie wyrażam na to zgody. W naszym kraju dawno już nikt się tym nie posługuje, w rodzinach królewskich przestali rodzić się magowie. – Prawda, przez niewłaściwą pielęgnację linii rodu już od  przeszło wieku w żadnej pobliskiej rodzinie arystokratów nie pojawił się  tak potężny mag. Za granicą także niewiele było takich osób, ale szacując, znalazłoby się z dziesięć znanych czarodziei o błękitnej krwi z w pełni rozwiniętymi umiejętnościami.

– Moja droga, a co jeśli będę szukać poza granicami Kerenii? – powiedział to tak lekko, jakby wyprawa do innych państw w poszukiwaniu potężnego maga była dla niego codziennością, a z pewnością nie była.

Wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu spojrzeli na króla jak na wariata, nawet Bev nie był pewny czy dobrze usłyszał.

– Synu, chyba nie mówisz poważnie? Polują na ciebie! Wódz tych barbarzyńców wyznaczył już nawet cenę za twoją głowę! Jeśli wyjedziesz z kraju, na pewno cię dopadną. Znajdziemy inny sposób. – Królowa złapała Amita za ramiona i nawiązała z nim dłuższy kontakt wzrokowy – Straciłam twego ojca, tracę właśnie Floriana i nie zniosłabym, gdybym i ciebie miała stracić. – Król rozumiał obawy swojej matki, lecz nie potrafiłby oddać swego ukochanego brata w szpony śmierci. Catalina zabrała dłonie i podeszła do oddalonego jeszcze bardziej od łoża okna.

W komnacie nastąpiła grobowa cisza. Amit, nie będąc na tyle odważnym, by sprzeciwić się matce, nie odezwał się. Ona także bojąc się reakcji syna, wolała wyłączyć się z rozmowy. Merta była zajęta Florkiem i starała się dłużej nie mieszać w sprawy rodzinne jego wysokości. Jakim ogromnym zdziwieniem było więc usłyszenie po dłuższej chwili głosu Elizabeth, młodszej o jedynie dwa lata od króla księżniczki. Stojąc jak zawsze sztywno, uśmiechnęła się pokrzepiająco do brata i przemówiła do niego, lecz tak, by wszyscy zgromadzeni zwrócili na nią uwagę. To cecha wyuczona u niej już za młodu.

  – Znam cię i wiem, iż sobie nie odpuścisz. Wiedz, że masz moje poparcie, nieważne, jakiego ryzyka się podejmiesz. Pokładam w tobie nadzieję, bracie. Tak więc jedź, skoro pragniesz, lub zostań jeśli zechcesz. Ja będę starała się ciebie wesprzeć jak tylko będę mogła. Szczególnie gdy mówimy o sprawie życia i śmierci naszego brata i całego kraju. – Jej głos był spokojny a język zbyt formalny jak na rozmowę między członkami rodziny, lecz nie można jej było za to winić. Tak właśnie radziła sobie z nadmiarem emocji. Starała się zakryć nieznośne wypieki na policzkach przez włosy, ale ostatecznie wszyscy byli w zbyt wielkim szoku, by zwrócić na ten gest swoją uwagę.

  Catalina spojrzała karcąco na córkę, ale Amit był z niej dumny. Dotychczas posłuszna matce nie odzywała się bez jej zgody, zaś teraz pokazała, że nie byłą tylko jej marionetką. Szkoda, że Clara wciąż jest pod jej wpływem. Przeszło mu przez myśl. To nie tak, że nie kochał swojej matki, wręcz przeciwnie. Lecz kobieta ta zachowywała się wręcz despotycznie i chciała mieć swoje dzieci pod kontrolą. Wywierała niezwykłe wrażenie na rozmówcach i rozsiewała aurę władzy. Właśnie tak dostała tron, manipulując królem. Sprawiła, że nie widział żadnych innych kandydatek na żonę niż ona. A teraz patrząc, jak jej własne dzieci się jej sprzeciwiają, poczuła się bezbronna i poruszona.

– Claro, zabierz proszę Neala i idźcie się pobawić w ogrodzie – Szybko odzyskała rezon i zaczęła wszystkimi kierować – Merto, dziękuję, że się nim zajmujesz. Informuj mnie o jego stanie zdrowia na bieżąco – westchnęła, patrząc na chorego syna. Dalej nie dochodziło do niej, że może już się nie obudzić. Mimo iż nie chciała puścić Amita, to próba negocjacji z jakimś potężnym magiem wydawała się jej kusząca.

– Będę, jaśnie pani – Czarownica zawiesiła wzrok na kwiecistym wzorze u dołu swej purpurowej sukni, byleby nie patrzeć na surową twarz królowej. Merta również była przeciwna używania Królewskiej Magii, ale nie miała nic do gadania w sprawach rodziny królewskiej. Właśnie dlatego ją zatrudnili – nie wtrącała się. Doradzała, ale się nie sprzeciwiała. W tym wypadku, gdy ewidentnie władca chciał ją zastąpić na nowego i silniejszego od niej maga nie mogła już być taka pewna swojej pozycji w państwie,co zasiało ziarnko lęku w jej sercu. Udało jej się na szczęście użyć zaklęcia ochronnego jako swego rodzaju osłony przeciw rozprzestrzenianiu się choroby, dzięki czemu nie musiała się martwić o zarażenie siebie lub króla, ale to nie wystarczyło, by zachować jej posadę.

– Amicie, Elizabeth, czy moglibyśmy porozmawiać? – zapytała Catalina, lecz po chwili namysłu dodała:

 – Na osobności? Nie mogę myśleć trzeźwo, patrząc na moje chore dziecko. – Pojedyncza łza skapnęła na posadzkę. Ludzie mogli myśleć co chcieli, ale dzieci były dla niej najważniejsze. Gdy wszyscy w nią wątpili, to właśnie one dalej widziały w niej autorytet i kochały ją ponad wszystko. Gdy królowa nie potrafiła sobie z czymś poradzić, ukrywała swe emocje i stawała się oziębła oraz oficjalna nawet dla rodziny, czego później żałowała. Tak było i tym razem. Rodzeństwo spojrzało na siebie porozumiewawczo i zgodziło się. Wiedzieli, że królowej w takim stanie naprawdę nie warto się sprzeciwiać. 

*Magia Królewska to odrębny rodzaj magii, którym posługują się tylko ludzie należący do rodziny królewskiej/szlacheckiej. Wywodzi się to z tego, że wiele wieków wcześniej najsilniejsi magowie władali królestwami, ponieważ wszyscy byli przerażeni ich umiejętnościami. Z czasem magowie zaczęli zakładać rodziny ze zwykłymi śmiertelnikami, dlatego Magia Królewska jest tak rzadka. (W rodzinie Amita nie ma żadnego maga o takiej sile).

• Dalej to czytasz? Szacun dla Ciebie. Jeśli nie masz zamiaru przestawać, zapraszam do dalszych części •

•Nastka•

Prolog


Włożenie korony sypiącego się państwa na głowę młodego księcia, któremu w głowie muzyka i poezja prędzej niż polityka, to fatalne posunięcie. Teoretycznie nie powinno się to wydarzyć. No cóż, czasami nie ma wyjścia, a wtedy można wybierać między fatalnym posunięciem, a katastrofą.

Tak o to, po brutalnej śmierci króla z rąk barbarzyńskich plemion ze wschodu, władzę przejął jego pierworodny, książę Amit. Gdy tylko minęła należyta żałoba, młodego władcę postawiono przed obliczem obowiązku. Ceremonia koronacji była niezwykle skromna, mimo narodowej skali. Żadnego balu, uczty. Jedynie należyte odprawienie ślubów, święcenia i parada na cześć nowego króla. Później wszyscy rozeszli się do domostw, jakby nic się nie wydarzyło. Radzie Ministrów wyjątkowo zależało na szybkim zakończeniu świętowania, więc tak też się stało. Samej owdowiałej królowej i piątce jej pozbawionych ojca dzieci również pasował taki obrót spraw.

Nieszczęsny Amit, tak brutalnie i nagle wyrwany z młodzieńczych fantazji został rzucony wprost w szpony pałacowych intryg i sporów, a jego dotychczasowe zajęcia zostały wyparte z grafiku na rzecz narad, spotkań, czytania listów, skarg i wielu innych nowych dla niego zajęć.

Łatwo dało się przewidzieć, że po nadmiarze wrażeń i nagłym obrocie spraw nic już nie wróci do dawnego ładu. Mimo śmierci króla, walki z barbarzyńcami nie ustały. Wręcz przeciwnie. Obie strony konfliktu były pobudzone do działania jak jeszcze nigdy. Młody władca chciał za wszelką cenę pomścić ojca, a plemiona i zjednoczone narodowości wschodnie przestały przejmować się armią Kereńską. Skoro zamordowali już jednego władcę, to czemu mieliby nie pokonać jego syna? Król, już nie książę, musiał podejmować bardzo trudne decyzje, co owocowało nieprzespanymi nocami i złym samopoczuciem. Miał już dość zabawy w podchody. Postanowił działać.

Mimo iż królowa matka była przeciwna zaostrzeniu konfliktu nie potrafiła namówić syna do zmiany zdania. Nie próbował przyjąć do wiadomości nawet tego, że jego państwo nie ma szans pokonać tych okrutników. Przez myśl Amita przeszło nawet, by wydać jego dwie siostry za mąż, lecz nie chciał być tak okrutny wobec swych najbliższych. Nawet,  jeśli pomoc jakiegoś młodego hrabi lub księcia bardzo by się przydała. Władca próbował ukryć przed swymi bliskimi, iż państwo jest niezaprzeczalnie w niebezpieczeństwie, lecz sytuacja Kerenii była tak fatalna, że nie dało się długo utrzymywać w tajemnicy stanu skarbca czy braku sojuszników. Ojciec zostawił za sobą mnóstwo niedokończonych spraw, które spadły na barki Amita jak wodospad.
*
Młody władca przesiadywał na balkonie wychodzącym z jego gabinetu, gdy wierny sługa Bev wbiegł zaaferowany do pomieszczenia, nie dbając o szacunek i maniery, które wymagały wcześniejszego zapukania i czekania na zaproszenie. Lecz kto by się tym przejmował w takiej chwili?

– Panie! Wasza Wysokość?!  – Biedny Chłopiec, bo nie był jeszcze w pełni mężczyzną, rozglądał się sfrustrowany po pomieszczeniu. Zbierało mu się nawet na płacz, oczy miał szkliste jak tafla jeziora.

 – Bev, mój drogi! Cóż takiego strasznego się wydarzyło?  – Amit niezbyt się przejął, ponieważ jego nieporadny, aczkolwiek najwierniejszy sługa nieraz przejmował się błahostkami i bywał nadto emocjonalny.

Bev niezgrabnie się ukłonił, by zachować chociaż resztkę godności oraz okazać należyty szacunek, o którym pod wpływem chwili zapomniał.

  – Nieszczęsny książę Florian! Zemdlał panie, cały zbladł, nawet Wielka Merta nie potrafi go zbudzić! - młodzik nie potrafił już wytrzymać, słowa ugrzęzły mu w gardle i jedyne, na co go było stać to cichy szloch towarzyszący początkowemu zdziwieniu przeradzającemu się w panikę króla.

 – Gdzie teraz jest?! Co z moją rodziną?!  – Amit nie czekając na Beva wybiegł z komnaty, a jego pelerynę otrzymaną w spadku po ojcu aż podwiało do góry od prędkości z jaką przemierzał korytarze pałacu.

– Wszyscy przebywają w komnacie księcia, lecz mają zakaz Merty na zbliżanie się do łóżka. Florian został objęty zaklęciem, dzięki któremu chwilowo nie zaraża, ale należy ograniczyć jego kontakt z ludźmi do kompletnego minimum  – Bev starał się nadążyć za swym panem i wiernie gnał po marmurowej posadzce, by dotrzeć do chorego. Nie był już aż tak roztrzęsiony, lecz widząc go można by pomyśleć, że to jego brat zemdlał z niewyjaśnionych przyczyn, a tym czasem prawda była zupełnie inna.
Na szczęście wszystkie sypialnie królewskie znajdują się na tym samym piętrze, więc po chwili dotarli do celu. Promienie popołudniowego słońca przedzierały się przez do połowy zasłonięte ciężkie zasłony, jakby chciały oświetlić drogę jego wysokości. Amit zaciskał mocno szczękę, a jego zielone oczy zdawały się wywiercać dziurę w drewnianej powłoce. Stał tak dosłownie kilka sekund, aż zdecydował.

Wpadli, a raczej król wpadł przez dwuskrzydłowe drzwi wprost do komnaty, gdzie naprzeciwko wśród mnóstwa wypchanych pierzem poduszek leżał jego młodszy brat. Jego światło. Kochał go najbardziej na świecie. Miał tylko trzynaście lat, a zatem było między nimi aż dziesięć lat różnicy, lecz łączyła ich silna więź, dzięki której rozumieli się doskonale. Dlatego momentalnie gdy Amit ujrzał blade i ledwo żywe oblicze swego braciszka łzy zalśniły w kącikach jego oczu. Starał się utrzymywać nerwy na wodzy, więc nie uronił ani jednej. Zamiast tego stał, jakby został trwale przymocowany do podłogi. Powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Przy ścianie po jego prawej stronie stała matka Catalina wraz z dwiema córkami i trzecim, najmłodszym synem, który jeszcze nie rozumiał co się dzieje. Wszyscy wpatrzeni byli w Amita, jakby miał ich zbawić, odgonić chorobę od Floriana. Wtedy zrozumiał. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, wierzą w niego. Nawet, gdy czarownica i znachorka, Wielka Merta rozkłada ręce z bezradności, jego rodzina ufa, że on znajdzie sposób.

I postanowił, znajdzie za wszelką cenę. 


 • Dotarłeś aż tutaj? Brawo. Ja bym nie dała rady. A jeśli, o zgrozo, Ci się  spodobało, to zachęcam do dalszego czytania. •

•Nastka•

Opis opowiadania "Antidotum"

Kerenia, objęta konfliktem, traci swojego króla. Po śmierci ojca, jego pierworodny, książę Amit, zasiada na tronie. Niestety, jego problemy nie kończą się na zbliżającej się wojnie. Młodszy brat monarchy w niewyjaśnionych okolicznościach traci przytomność, a kraj obejmuje tajemnicza zaraza. Lekarstwa nie ma, a zwykła magia zawodzi.

Do czego posunie się Amit, by zdobyć antidotum dla jego brata? Poświęcenie będzie ogromne,  a konsekwencje pewnych czynów będą prześladować młodego władcę do końca jego dni.


*Książka umieszczona jest w wymyślonym całkowicie przeze mnie uniwersum, więc niektóre fakty historyczne mogą się nie zgadzać (moda, leki, środki transportu, porozumiewanie się itp.), ponieważ nie ma ona odniesienia do konkretnego przedziału czasowego lub kraju istniejącego w prawdziwym świecie* 


• Mam nadzieję, że w choć najmniejszym stopniu was zaciekawiłam. Jest to oczywiście fantasy, a jeśli szukacie czegoś z romansem na pierwszym planie to niestety was zawiodę:/ •

Początek

Cześć! 


Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, mam na imię Anastazja i witam was na moim blogu. Mam zamiar publikować tu moje opowiadanie, które znajdziecie także na Wattpadzie pod tym samym tytułem. Możliwe, że sporadycznie pojawią się tutaj posty innego typu, ale na wszystko jeszcze przyjdzie czas.  

Nie będę rozpisywać się zbytnio na mój temat, najważniejsze informacje znajdziecie w opisie profilu ;) 

Jestem beznadziejna w rozpoczynaniu nowych rzeczy, no ale cóż, mówi się trudno i idzie dalej. 

 • Nastka •

 Moje konto na wattpad