wtorek, 12 czerwca 2018

Prolog


Włożenie korony sypiącego się państwa na głowę młodego księcia, któremu w głowie muzyka i poezja prędzej niż polityka, to fatalne posunięcie. Teoretycznie nie powinno się to wydarzyć. No cóż, czasami nie ma wyjścia, a wtedy można wybierać między fatalnym posunięciem, a katastrofą.

Tak o to, po brutalnej śmierci króla z rąk barbarzyńskich plemion ze wschodu, władzę przejął jego pierworodny, książę Amit. Gdy tylko minęła należyta żałoba, młodego władcę postawiono przed obliczem obowiązku. Ceremonia koronacji była niezwykle skromna, mimo narodowej skali. Żadnego balu, uczty. Jedynie należyte odprawienie ślubów, święcenia i parada na cześć nowego króla. Później wszyscy rozeszli się do domostw, jakby nic się nie wydarzyło. Radzie Ministrów wyjątkowo zależało na szybkim zakończeniu świętowania, więc tak też się stało. Samej owdowiałej królowej i piątce jej pozbawionych ojca dzieci również pasował taki obrót spraw.

Nieszczęsny Amit, tak brutalnie i nagle wyrwany z młodzieńczych fantazji został rzucony wprost w szpony pałacowych intryg i sporów, a jego dotychczasowe zajęcia zostały wyparte z grafiku na rzecz narad, spotkań, czytania listów, skarg i wielu innych nowych dla niego zajęć.

Łatwo dało się przewidzieć, że po nadmiarze wrażeń i nagłym obrocie spraw nic już nie wróci do dawnego ładu. Mimo śmierci króla, walki z barbarzyńcami nie ustały. Wręcz przeciwnie. Obie strony konfliktu były pobudzone do działania jak jeszcze nigdy. Młody władca chciał za wszelką cenę pomścić ojca, a plemiona i zjednoczone narodowości wschodnie przestały przejmować się armią Kereńską. Skoro zamordowali już jednego władcę, to czemu mieliby nie pokonać jego syna? Król, już nie książę, musiał podejmować bardzo trudne decyzje, co owocowało nieprzespanymi nocami i złym samopoczuciem. Miał już dość zabawy w podchody. Postanowił działać.

Mimo iż królowa matka była przeciwna zaostrzeniu konfliktu nie potrafiła namówić syna do zmiany zdania. Nie próbował przyjąć do wiadomości nawet tego, że jego państwo nie ma szans pokonać tych okrutników. Przez myśl Amita przeszło nawet, by wydać jego dwie siostry za mąż, lecz nie chciał być tak okrutny wobec swych najbliższych. Nawet,  jeśli pomoc jakiegoś młodego hrabi lub księcia bardzo by się przydała. Władca próbował ukryć przed swymi bliskimi, iż państwo jest niezaprzeczalnie w niebezpieczeństwie, lecz sytuacja Kerenii była tak fatalna, że nie dało się długo utrzymywać w tajemnicy stanu skarbca czy braku sojuszników. Ojciec zostawił za sobą mnóstwo niedokończonych spraw, które spadły na barki Amita jak wodospad.
*
Młody władca przesiadywał na balkonie wychodzącym z jego gabinetu, gdy wierny sługa Bev wbiegł zaaferowany do pomieszczenia, nie dbając o szacunek i maniery, które wymagały wcześniejszego zapukania i czekania na zaproszenie. Lecz kto by się tym przejmował w takiej chwili?

– Panie! Wasza Wysokość?!  – Biedny Chłopiec, bo nie był jeszcze w pełni mężczyzną, rozglądał się sfrustrowany po pomieszczeniu. Zbierało mu się nawet na płacz, oczy miał szkliste jak tafla jeziora.

 – Bev, mój drogi! Cóż takiego strasznego się wydarzyło?  – Amit niezbyt się przejął, ponieważ jego nieporadny, aczkolwiek najwierniejszy sługa nieraz przejmował się błahostkami i bywał nadto emocjonalny.

Bev niezgrabnie się ukłonił, by zachować chociaż resztkę godności oraz okazać należyty szacunek, o którym pod wpływem chwili zapomniał.

  – Nieszczęsny książę Florian! Zemdlał panie, cały zbladł, nawet Wielka Merta nie potrafi go zbudzić! - młodzik nie potrafił już wytrzymać, słowa ugrzęzły mu w gardle i jedyne, na co go było stać to cichy szloch towarzyszący początkowemu zdziwieniu przeradzającemu się w panikę króla.

 – Gdzie teraz jest?! Co z moją rodziną?!  – Amit nie czekając na Beva wybiegł z komnaty, a jego pelerynę otrzymaną w spadku po ojcu aż podwiało do góry od prędkości z jaką przemierzał korytarze pałacu.

– Wszyscy przebywają w komnacie księcia, lecz mają zakaz Merty na zbliżanie się do łóżka. Florian został objęty zaklęciem, dzięki któremu chwilowo nie zaraża, ale należy ograniczyć jego kontakt z ludźmi do kompletnego minimum  – Bev starał się nadążyć za swym panem i wiernie gnał po marmurowej posadzce, by dotrzeć do chorego. Nie był już aż tak roztrzęsiony, lecz widząc go można by pomyśleć, że to jego brat zemdlał z niewyjaśnionych przyczyn, a tym czasem prawda była zupełnie inna.
Na szczęście wszystkie sypialnie królewskie znajdują się na tym samym piętrze, więc po chwili dotarli do celu. Promienie popołudniowego słońca przedzierały się przez do połowy zasłonięte ciężkie zasłony, jakby chciały oświetlić drogę jego wysokości. Amit zaciskał mocno szczękę, a jego zielone oczy zdawały się wywiercać dziurę w drewnianej powłoce. Stał tak dosłownie kilka sekund, aż zdecydował.

Wpadli, a raczej król wpadł przez dwuskrzydłowe drzwi wprost do komnaty, gdzie naprzeciwko wśród mnóstwa wypchanych pierzem poduszek leżał jego młodszy brat. Jego światło. Kochał go najbardziej na świecie. Miał tylko trzynaście lat, a zatem było między nimi aż dziesięć lat różnicy, lecz łączyła ich silna więź, dzięki której rozumieli się doskonale. Dlatego momentalnie gdy Amit ujrzał blade i ledwo żywe oblicze swego braciszka łzy zalśniły w kącikach jego oczu. Starał się utrzymywać nerwy na wodzy, więc nie uronił ani jednej. Zamiast tego stał, jakby został trwale przymocowany do podłogi. Powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Przy ścianie po jego prawej stronie stała matka Catalina wraz z dwiema córkami i trzecim, najmłodszym synem, który jeszcze nie rozumiał co się dzieje. Wszyscy wpatrzeni byli w Amita, jakby miał ich zbawić, odgonić chorobę od Floriana. Wtedy zrozumiał. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, wierzą w niego. Nawet, gdy czarownica i znachorka, Wielka Merta rozkłada ręce z bezradności, jego rodzina ufa, że on znajdzie sposób.

I postanowił, znajdzie za wszelką cenę. 


 • Dotarłeś aż tutaj? Brawo. Ja bym nie dała rady. A jeśli, o zgrozo, Ci się  spodobało, to zachęcam do dalszego czytania. •

•Nastka•

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz