Włożenie korony
sypiącego się państwa na głowę młodego księcia, któremu w głowie muzyka i
poezja prędzej niż polityka, to fatalne posunięcie. Teoretycznie nie
powinno się to wydarzyć. No cóż, czasami nie ma wyjścia, a wtedy można
wybierać między fatalnym posunięciem, a katastrofą.
Tak o to, po brutalnej śmierci króla z rąk barbarzyńskich plemion ze wschodu, władzę przejął jego pierworodny, książę Amit. Gdy tylko minęła należyta żałoba, młodego władcę postawiono przed obliczem obowiązku. Ceremonia koronacji była niezwykle skromna, mimo narodowej skali. Żadnego balu, uczty. Jedynie należyte odprawienie ślubów, święcenia i parada na cześć nowego króla. Później wszyscy rozeszli się do domostw, jakby nic się nie wydarzyło. Radzie Ministrów wyjątkowo zależało na szybkim zakończeniu świętowania, więc tak też się stało. Samej owdowiałej królowej i piątce jej pozbawionych ojca dzieci również pasował taki obrót spraw.
Nieszczęsny Amit, tak brutalnie i nagle wyrwany z młodzieńczych fantazji został rzucony wprost w szpony pałacowych intryg i sporów, a jego dotychczasowe zajęcia zostały wyparte z grafiku na rzecz narad, spotkań, czytania listów, skarg i wielu innych nowych dla niego zajęć.
Łatwo dało się
przewidzieć, że po nadmiarze wrażeń i nagłym obrocie spraw nic już nie
wróci do dawnego ładu. Mimo śmierci króla, walki z barbarzyńcami nie
ustały. Wręcz przeciwnie. Obie strony konfliktu były pobudzone do
działania jak jeszcze nigdy. Młody władca chciał za wszelką cenę pomścić
ojca, a plemiona i zjednoczone narodowości wschodnie przestały
przejmować się armią Kereńską. Skoro zamordowali już jednego władcę, to
czemu mieliby nie pokonać jego syna? Król, już nie książę, musiał
podejmować bardzo trudne decyzje, co owocowało nieprzespanymi nocami i
złym samopoczuciem. Miał już dość zabawy w podchody. Postanowił działać.
Mimo iż królowa matka
była przeciwna zaostrzeniu konfliktu nie potrafiła namówić syna do
zmiany zdania. Nie próbował przyjąć do wiadomości nawet tego, że jego
państwo nie ma szans pokonać tych okrutników. Przez myśl Amita przeszło
nawet, by wydać jego dwie siostry za mąż, lecz nie chciał być tak
okrutny wobec swych najbliższych. Nawet, jeśli pomoc jakiegoś młodego
hrabi lub księcia bardzo by się przydała. Władca próbował ukryć przed
swymi bliskimi, iż państwo jest niezaprzeczalnie w niebezpieczeństwie,
lecz sytuacja Kerenii była tak fatalna, że nie dało się długo utrzymywać
w tajemnicy stanu skarbca czy braku sojuszników. Ojciec zostawił za
sobą mnóstwo niedokończonych spraw, które spadły na barki Amita jak
wodospad.
*
Młody władca
przesiadywał na balkonie wychodzącym z jego gabinetu, gdy wierny sługa
Bev wbiegł zaaferowany do pomieszczenia, nie dbając o szacunek i
maniery, które wymagały wcześniejszego zapukania i czekania na
zaproszenie. Lecz kto by się tym przejmował w takiej chwili?
– Panie! Wasza
Wysokość?! – Biedny Chłopiec, bo nie był jeszcze w pełni mężczyzną,
rozglądał się sfrustrowany po pomieszczeniu. Zbierało mu się nawet na
płacz, oczy miał szkliste jak tafla jeziora.
– Bev, mój drogi! Cóż
takiego strasznego się wydarzyło? – Amit niezbyt się przejął, ponieważ
jego nieporadny, aczkolwiek najwierniejszy sługa nieraz przejmował się
błahostkami i bywał nadto emocjonalny.
Bev niezgrabnie się
ukłonił, by zachować chociaż resztkę godności oraz okazać należyty
szacunek, o którym pod wpływem chwili zapomniał.
– Nieszczęsny książę
Florian! Zemdlał panie, cały zbladł, nawet Wielka Merta nie potrafi go
zbudzić! - młodzik nie potrafił już wytrzymać, słowa ugrzęzły mu w
gardle i jedyne, na co go było stać to cichy szloch towarzyszący
początkowemu zdziwieniu przeradzającemu się w panikę króla.
– Gdzie teraz jest?! Co
z moją rodziną?! – Amit nie czekając na Beva wybiegł z komnaty, a jego
pelerynę otrzymaną w spadku po ojcu aż podwiało do góry od prędkości z
jaką przemierzał korytarze pałacu.
– Wszyscy przebywają w
komnacie księcia, lecz mają zakaz Merty na zbliżanie się do łóżka.
Florian został objęty zaklęciem, dzięki któremu chwilowo nie zaraża, ale
należy ograniczyć jego kontakt z ludźmi do kompletnego minimum – Bev
starał się nadążyć za swym panem i wiernie gnał po marmurowej posadzce,
by dotrzeć do chorego. Nie był już aż tak roztrzęsiony, lecz widząc go
można by pomyśleć, że to jego brat zemdlał z niewyjaśnionych przyczyn, a
tym czasem prawda była zupełnie inna.
Na szczęście wszystkie
sypialnie królewskie znajdują się na tym samym piętrze, więc po chwili
dotarli do celu. Promienie popołudniowego słońca przedzierały się przez
do połowy zasłonięte ciężkie zasłony, jakby chciały oświetlić drogę jego
wysokości. Amit zaciskał mocno szczękę, a jego zielone oczy zdawały się
wywiercać dziurę w drewnianej powłoce. Stał tak dosłownie kilka sekund,
aż zdecydował.
Wpadli, a raczej król wpadł przez dwuskrzydłowe drzwi wprost do komnaty, gdzie naprzeciwko wśród mnóstwa wypchanych pierzem poduszek leżał jego młodszy brat. Jego światło. Kochał go najbardziej na świecie. Miał tylko trzynaście lat, a zatem było między nimi aż dziesięć lat różnicy, lecz łączyła ich silna więź, dzięki której rozumieli się doskonale. Dlatego momentalnie gdy Amit ujrzał blade i ledwo żywe oblicze swego braciszka łzy zalśniły w kącikach jego oczu. Starał się utrzymywać nerwy na wodzy, więc nie uronił ani jednej. Zamiast tego stał, jakby został trwale przymocowany do podłogi. Powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Przy ścianie po jego prawej stronie stała matka Catalina wraz z dwiema córkami i trzecim, najmłodszym synem, który jeszcze nie rozumiał co się dzieje. Wszyscy wpatrzeni byli w Amita, jakby miał ich zbawić, odgonić chorobę od Floriana. Wtedy zrozumiał. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, wierzą w niego. Nawet, gdy czarownica i znachorka, Wielka Merta rozkłada ręce z bezradności, jego rodzina ufa, że on znajdzie sposób.
Wpadli, a raczej król wpadł przez dwuskrzydłowe drzwi wprost do komnaty, gdzie naprzeciwko wśród mnóstwa wypchanych pierzem poduszek leżał jego młodszy brat. Jego światło. Kochał go najbardziej na świecie. Miał tylko trzynaście lat, a zatem było między nimi aż dziesięć lat różnicy, lecz łączyła ich silna więź, dzięki której rozumieli się doskonale. Dlatego momentalnie gdy Amit ujrzał blade i ledwo żywe oblicze swego braciszka łzy zalśniły w kącikach jego oczu. Starał się utrzymywać nerwy na wodzy, więc nie uronił ani jednej. Zamiast tego stał, jakby został trwale przymocowany do podłogi. Powoli rozejrzał się po pomieszczeniu. Przy ścianie po jego prawej stronie stała matka Catalina wraz z dwiema córkami i trzecim, najmłodszym synem, który jeszcze nie rozumiał co się dzieje. Wszyscy wpatrzeni byli w Amita, jakby miał ich zbawić, odgonić chorobę od Floriana. Wtedy zrozumiał. Wszyscy pokładają w nim nadzieję, wierzą w niego. Nawet, gdy czarownica i znachorka, Wielka Merta rozkłada ręce z bezradności, jego rodzina ufa, że on znajdzie sposób.
I postanowił, znajdzie za wszelką cenę.
• Dotarłeś aż tutaj? Brawo. Ja bym nie dała rady. A jeśli, o zgrozo, Ci się spodobało, to zachęcam do dalszego czytania. •
•Nastka•
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz