– Co wy sobie
myślicie?! Od tak wyruszysz za granicę, objeżdżając arystokrację i
pytając, czy mają maga w rodzinie?! – Cała trójka siedziała w salonie
królowej. Catalina w wielkim, obitym butelkowozielonym aksamitem fotelu,
a jej dzieci w pasującej sofie naprzeciwko. Głęboka, ciemna barwa
przypominająca igliwie sosny, której była suknia kobiety, dodawała
królowej trochę mroku, jakby nastrój sytuacji jej nie wystarczył.
– Mamo, ja wiem, że to
niebezpieczne, ale nie mogę pozwolić, by choroba się rozprzestrzeniła.
Poza tym możemy posłać listy z prośbą do całej tej śmietanki
towarzyskiej, nie koniecznie muszę się tam wybierać – Amit starał się
uspokoić matkę, tym bardziej że rozmawiając bez obecności służby
otwierała się dla rodziny i czuł, iż uda mu się ją przekonać.
Elizabeth przytaknęła, a
wtedy w sercu królowej zrodziła się nadzieja, którą – niestety – szybko
przyćmiły realia i obawy związane z tym pomysłem.
– Co, jeżeli ktoś wrogi
przechwyci wiadomości? Dowiedzą się, że w państwie panuje
niezidentyfikowana choroba! Mogą to przecież wykorzystać. Tracimy
żołnierzy! To nie jest zabawa, a sprawa wagi państwowej, moje dzieci. –
Kobieta ewidentnie spanikowała. Zaraz po zemdleniu Floriana Wielka
Merta wyznała Catalinie, że może uchronić jej rodzinę przed
zachorowaniem, więc o zdrowie swoje i reszty potomków się nie martwiła.
Tu chodzi o jej synka, o jej poddanych, o jej naród. Naprawdę przerażała
ją wizja upadku państwa. Tyle lat sprawowała nad nim pieczę, a teraz
jej podwładnym groziło śmiertelne niebezpieczeństwo.
– Nie dramatyzuj!
Takie rzeczy zdarzają się wyjątkowo rzadko, a innego wyjścia nie mamy.
Gorzej już i tak być nie może! – Amit przewrócił oczyma. Zaczął się
niecierpliwić. Na swój sposób kochał matkę, ale wydawała mu się bardzo
irytującą kobietą, szczególnie gdy coś szło nie po jej myśli.
Catalina spiorunowała go
wzrokiem, ale syn niezbyt się tym przejął. Zamiast tego, kompletnie
ignorując już otwierającą usta królową, kontynuował:
– Albo roześlemy
listy, albo sam pojadę. Co wybierasz? – Amit wyprostował się, chcąc
upewnić samego siebie o posiadanej kontroli. To dziwne, że władza tak
bardzo nim zawładnęła. Z reguły to on musiał słuchać rozkazów Cataliny,
ale tym razem nie miała już na niego tak dużego wpływu. To ja decyduję.
Jedynymi osobami, z
których zdaniem musiał się liczyć byli ministrowie, ale oni zgodzą się
na wszystko, byleby podlizać się władcy. Amit doskonale o tym wiedział,
więc nie przejmował się zbytnio prawdopodobieństwem odrzucenia jego
planu. Stare pierdle, które zagrzewają miejsce w pałacu, bo niby
zasłużyli się państwu. Tak naprawdę, z całej dwudziestki było tylko
siedmiu, rzeczywiście posiadających jakiekolwiek godne podziwu zasługi
dla Kerenii.
– Czy ty dalej nie
rozumiesz?! Jaki poważny monarcha pomoże innemu władcy bez zapłaty?
Rozpowszechniając wiadomość o zarazie, narażamy nas na atak, albo
odwrotnie, całkowitą ignorancję ze względu na zagrożenie. A poza tym,
żaden znany mi członek rodziny królewskiej nie ma ważnych osiągnięć w
dziedzinie czarów. Możemy zdać się na zwykłych magów, ale musisz
zapomnieć o Magii Królewskiej, bo to niemożliwe. Przykro mi. – Catalina
nieoczekiwanie zaczęła płakać, a Elizabeth, by ją pocieszyć, ominąwszy
dzielący je stolik, przytuliła swą matkę i sama również uroniła parę
słonych kropel. Mężczyźnie wydawało się, że już dawno wypłakały cały
zapas przypisanych im dzisiejszego dnia łez, ale jak zwykle, zadziwiły
go.
Amit nie spodziewał się
takiego wybuchu. Wiedział, że może trochę przesadził, ale nie na tyle,
by matka tak zareagowała! Może to wydawać się mało empatyczne, ale on
nie zamierzał pocieszać płaczących kobiet. Wstał, spojrzał na nie i sam
również odczuł smutek. Zdawał sobie sprawę z racji królowej, lecz nie
potrafił przyjąć tego do serca. Nie pokładał już nadziei w Wielkiej
Mercie ani w żadnym innym obdarowanym tak przeciętną mocą człowieku.
Opanowała go panika i frustracja. W tej chwili stać go było jedynie na
podejście do dalej szlochających niewiast i delikatne objęcie ich
ramionami. Jego złote, przydługawe włosy opadały mu na czoło, a oczy
miał zamknięte. Trwali w tej grobowej ciszy jeszcze chwilkę, aż
Elizabeth wyprostowała się i odsunęła.
– Wybaczcie, to nie
na moje nerwy. Pójdę zobaczyć co z Clarą i Nealem, dobrze? – odezwała
się drżącym głosem księżniczka. Obtarła jeszcze tylko policzki
fioletowymi rękawami sukni i nie czekając na odpowiedź skierowała się do
wyjścia. Cała drżała z emocji. Królowa jej nie zatrzymywała, mężczyzna
również. Matka spojrzała jedynie na córkę i spróbowała się do niej
uśmiechnąć, lecz w ostateczności złagodniał jej tylko wzrok, a usta
jedynie drgnęły.
Ostatecznie drzwi
zatrzasnęły się za królewską córką, a platynowe loki i lawendowy
materiał zdobionej złotymi nićmi sukni to ostatnie co widzieli przed jej
wyjściem. Po raz kolejny tego niespokojnego popołudnia zapadła
krępująca cisza. Amit nie chcąc już zagęszczać atmosfery, usiadł,
czekając aż kobieta zrobi to samo.
– Rozumiem, że nie
zamierzasz zmienić zdania? – Kobieta przełożyła nogę na nogę, mimo iż
zawsze uważała to za zły nawyk, dodawało jej to pewności siebie.
– Nie, mamo.
– Amit, jesteś pewny? – musiała usłyszeć to kolejny raz.
– Jeszcze dziś wezmę
się za napisanie listów, a następnie każę rozesłać je do władców. Nie
mogę odtrącić jedynej szansy na uratowanie mojego kraju tylko dlatego,
że sam mogę na tym ucierpieć. - Blondyn zaczął rozglądać się po
pomieszczeniu z przyzwyczajenia. Zieleń. To właśnie kolor opisujący jego
matkę. Prawie cała jej szafa to wszystkie odmiany tego koloru, a nawet
wnętrze jej komnat było tej właśnie barwy. Ciężkie, zielone zasłony,
dębowa podłoga i mnóstwo roślin, to właśnie to, w czym gustowała
królowa. Amit nie mógł się nadziwić, jak wielką obsesję na punkcie tego
koloru miała jego matka.
–Nie zatrzymuję cię
już więcej, muszę odpocząć. – Catalina potarła dwoma palcami czoło,
jakby wymagała od samej siebie wielkiego skupienia. Emocje trochę opadły
i wróciła jej matczyna troska. W tym momencie nie zwracała już uwagi na
wycofującego się powoli Amita, myślami próbowała przywołać obraz
Floriana. Jak się czuje? Może się obudził? Co, jeśli nie zdąży się nawet z nim pożegnać? Wszystkie jej obawy wypłynęły niespodziewanie, zalewając kobiecy umysł falami niepokoju.
– Amit, mam prośbę. – Kobieta spojrzała na syna.
–Tak?
– Mógłbyś... No
wiesz... – przerwała w połowie zdania, by nie rozkleić się przed
królem – Zajrzeć do niego? – mówiła to z niepewnością, całkowicie
niepasującą do jej władczego oblicza, które może z przyzwyczajenia, może
z własnych pobudek, pokazywała nawet bliskim.
– To właśnie zamierzałem zrobić, ale nie teraz, byliśmy tam przed chwilą. – widząc zatroskaną minę swojej matki, dodał:
– Nie martw się, Merta
nad nim czuwa! Najpóźniej jutro rano wyślę listy, które do najbliższych
odbiorców trafią w ciągu tygodnia, jak nie wcześniej.– spojrzał w szare,
spuchnięte od płaczu oczy.
Królowa z całego serca
pragnęła, by jej pierworodnemu się udało. Nigdy w życiu nie przyznałaby
mu racji, jednak po cichu trzymała kciuki za niego.
– Nie płacz, mamo.
– szepnął. Catalina
uśmiechnęła się bardzo lekko i był to raczej grymas pełen przygnębienia
niż nadziei. Amit potarł pokrzepiająco jej ramię, choć czuł, że sam
także potrzebuje pocieszenia. Musiał być silny za ich szóstkę, nawet za
Floriana. Musnął jej policzek na pożegnanie, bardziej z nawyku niż z
potrzeby, ale był to bardzo czuły gest, jak na te wymieniane między
nimi. Kobieta była wobec Amita szczególnie surowa, ale pojawiały się
chwile, w których tej dwójce puszczały wszelkie hamulce i ich relacje
wyglądały tak, jak powinny między dzieckiem a rodzicem.
– Wiem, że mówię ci to
wyjątkowo rzadko, ale chciałabym, byś to wiedział synku. – Zawiesiła
ręce na jego szyi, powoli wstając. Poczuła niezwykle silną potrzebę
zamknięcia go w ramionach. Może to dlatego, że czuła się samotna po
śmierci męża, a syn tak bardzo jej go przypominał. A może dlatego, że
poczuła się winna, iż tyle ma już lat, a momenty, gdy mu to wyznawała
mogłaby policzyć na palcach swoich dłoni. Kto wie? Ona sama nie do końca
była pewna, czemu zdecydowała się na to właśnie teraz, ale odparła
załamującym się głosem:
– Kocham cię, kocham was
wszystkich. Ciebie, twoich braci i siostry. Może nie jestem najlepszą
matką, ale darzę całą waszą piątkę miłością, nawet jeśli nie potrafię
tego pokazać – Amitowi odebrało głos. Musiał schylić się troszkę, by
również objąć matkę, więc stał tak ze zwieszoną głową, wtulony w
kobietę. Szok. To było jak cios w plecy. Niespodziewany, szybki i
zabierający dech w piersi.
–Też... Też cię
kocham. –Jego głos troszkę zadrżał i poczuł zażenowanie. Niecodziennie
wyznawał swojej rodzinie miłość. Nie był tego nauczony. Oderwali się od
siebie zakłopotani, choć gdzieś tam, w głębi serca, szczęśliwi, że
odważyli się przebić dzielący ich mur.